Wspomnienia z pierwszego kostkowego rejsu

Opublikował dnia 5 Wrzesień, 2018

W dniach 24 – 30 czerwca 12-to osobowa grupa uczniów KOSTKI wraz z opiekunami miała wyjątkową okazję uczestniczyć w rejsie po zatoce Gdańskiej w ramach Programu Edukacji Żeglarskiej. Swoje obserwacje, wrażenia i wspomnienia dla tych, którzy nie mogli z nimi wyruszyć w tą wspaniałą przygodę, skrzętnie notowali. Zapraszamy do poznania ich relacji. Dziękujemy pracownikom Zespołu Szkół Jezuitów w Gdyni oraz Akademii Żeglowania za umożliwienie naszej młodzieży udziału w tym projekcie!

Dziennik pokładowy, 24 czerwca 2018 roku, godzina 20:30, Dworzec Główny Kraków

Panuje atmosfera niepokoju (rodzice) i podniecenia (uczestnicy). Po kilku przebieżkach po peronie, wszyscy zajęli swoje miejsca w przedziałach. Ojciec Jerzy Filip po wstępnym rozeznaniu sytuacji, stwierdza, iż mamy 15-letnie zaległości w grach karcianych. Postanawia nauczyć nas gry w „1000”. Pani Sadłoń z zaciekawieniem przygląda się jego nieudanym próbom. Gra toczy się do 1 nad ranem …

Dziennik pokładowy, 25 czerwca 2018 roku, godzina 06:15, pociąg, okolice Gdyni

Powoli zbliżamy się do stacji końcowej. Napięcie rośnie, pozostała godzina do opuszczenia pociągu… Serdecznie przyjęci przez dyrekcję naszej bratniej szkoły w Gdyni jesteśmy odeskortowani na marinę, gdzie zapoznajemy się z naszymi skipperami: Miśkiem i Krzychem. Rozdzielamy się na ośmioosobowe załogi. Nasza grupa pod opieką o. Jerzego dostaje na skippera Miśka. Wkraczamy na  nasz jacht „Por Favore”, który przez najbliższe pięć dni będzie naszym domem.  Po rozdzieleniu miejsc do spania, przyszła pora na wstępne zapoznanie i przeszkolenie z pracy na jachcie. Misiek opowiada ciekawie, wprowadza wesoły nastrój. Mówi też o ważnej zasadzie – co się dzieje na jachcie, zostaje na jachcie. Pewne sprawy pozostaną tajemnicą…

Zadanie pierwsze – musimy zdobyć pożywienie na kolejne 5 dni. Zakupy okazują się niemałym wyzwaniem. Trzeba uwzględnić potrzeby załogi i warunki w jakich będzie przechowywana żywność. Intendentką w naszej załodze zostaje Magda, która powoli i bardzo niechętnie ujawnia swoje umiejętności kulinarne.

Wypływamy. Wiatr okazuje się za słaby, zaledwie 1 w skali Beauforta. Jesteśmy skazani płynąć na silniku. Celem dzisiejszego rejsu jest Gdańsk. W połowie podróży Gosia przejmuje ster. W tym czasie Misiek postanawia nauczyć nas węzła bezpiecznego, wyblinki, jak również knagowania i sposobu nawijania lin na kabestan.


Wpływając do Gdańska zahaczyliśmy o starówkę, później zaś ruszyliśmy w stronę małej ale bardzo przytulnej mariny.

Przyszedł pierwszy sprawdzian dla naszej załogi-cumowanie. Każdy uczestnik miał przydzielone zadanie. Musieliśmy się postarać, aby nie obić łodzi o brzeg lub inne jachty. Karol został wyznaczony na desant, czyli wyskakiwał pierwszy, aby zaknagować liny cumownicze na brzegu. W tym czasie ojciec Jerzy miał  wybierać nadmiar lin. Kuba musiał odpowiednio ustawić odbijak i kontrolować, aby jacht nie doznał uszkodzeń.  Jasiek, Magda, Gosia i Zosia mieli za zadanie zamocować obijacze na burtach. Wykorzystaliśmy do tego pierwszy nauczony węzeł tego dnia – wyblinkę.
Gdy zapanował klar (porządek) na pokładzie, udaliśmy się na zwiedzanie starówki Gdańskiej oraz poszukiwania patelni.  Po owocnym wykonaniu zadania, wróciliśmy na kolację. Wachta kuchenna spisała się na medal.

Wieczorem przyszedł czas na integrację. W ruch znowu poszła talia kart. Zmęczeni po całym dniu wrażeń, położyliśmy się spać.

Dziennik pokładowy, 26 czerwca, godzina 08:00, marina w Gdańsku

Z samego rana powitał nas cudowny zapach jajecznicy Miśka. Ku jego zdziwieniu nikt nie spał już od godziny.

Po śniadaniu cała załoga „Por Favore” brała udział w Mszy świętej odprawianej na jachcie. Później udaliśmy się na krótki spacer przed rejsem.

Około godziny 12:00 przygotowywaliśmy się do wypłynięcia na morze. Składało się na to: założenie kamizelek asekuracyjnych, zabezpieczenie przedmiotów ruchomych w czasie rejsu, jak również zajęcie pozycji wyznaczonych przez skippera.

Po wypłynięciu na silniku na pełne morze, przyszedł czas stawiania żagli. W tym celu Misiek rozdzielił nam zadania. Wspólnie schowaliśmy obijacze pod pokład. Następnie Gosia zajęła się buchtowaniem lin cumowniczych, Magda wraz z Kubą i Karolem stawiali żagiel, a Zosia pomagała im przy pitach. O. Jerzy trzymał szot grota. Jasiek wciągał roll foka.

Po około pół godziny spokojnego rejsu, przyszedł czas na kolejne ćwiczenia. Pierwszym z nich był zwrot przez rufę. Wymagało to od załogi zgrania się oraz ciężkiej pracy przy wybieraniu i luzowaniu szotu grota. Spisaliśmy się na medal, nikt nie dostał bomem w głowę, chociaż czasem dzieliły nas milimetry. Kolejny manewr jaki wykonaliśmy to był zwrot przez sztag. Różnił się on o tyle, że trzeba było włożyć więcej pracy w wybieranie szot grota. Widać było, jak załoga opada powoli z sił. Powtórnie aby wrócić na właściwy kurs wykonaliśmy zwrot przez rufę. Następnie przeprowadziliśmy symulację podejścia do osoby tonącej. Z racji braku wprawy musieliśmy podpływać aż trzy razy. Dobrze, że „tonącym” było koło ratunkowe. Po ćwiczeniach obraliśmy kurs: Gdańsk Górki Zachodnie.

Z racji, iż każdy znał już swoją pozycję na jachcie cumowanie poszło nam bardzo sprawnie. Na kolację zaplanowane było kiełbaski i karkówka. Ognisko rozpaliła Magda, pokazując że lata harcerstwa nie poszły na marne. Przy grillu stanęła pani Sadłoń, nie pozwalając nikomu sobie pomagać. A później rozpoczęły się gry i zabawy różne, z akrobacjami włącznie.

Dziennik pokładowy, 27 czerwca, godzina 08:00, marina w Gdańsku Górki Zachodnie

Po porannej toalecie na prośbę ojca Jerzego, Zosia wraz z Magdą udały na sesje mariny i ośrodka. Chcąc wykonać zdjęcia z lotu ptaka ruszyły do bosmanatu. Tam zastały miłego pana który zaoferował się zaprowadzić je na wieżę widokową. Schody prowadzące na górę pięły się w nieskończoność. Z ciemnego korytarza dało się zauważyć niewielkie stróżki światła przedzierające się przez zamknięte drzwi prowadzące na taras widokowy. Tam zastał je zapierający dech w piersiach widok, a wiatr delikatnie muskał ich twarze. Ten obraz zapadnie im na długo w pamięci. Podczas gdy Magda wykonywała zdjęcia, “miły pan” zaczął przybliżać im historię ośrodka. Nim się spostrzegła zdążył oprowadzić je po całym ośrodku, ciekawie opowiadając o każdym z pomieszczeniu, aż w końcu dotarły do żaglowni.

Znowu płyniemy. Od godziny nie widać żywej duszy na wodzie. Załodze zaczyna burczeć w brzuchu. Czeka nas teraz pięciogodzinny rejs na Hel. Podróż umila nam jedynie słuchanie szant.

Dzisiejszym wyzwaniem danym nam przez Miśka była próba sterowania jachtem. Sprawę komplikował fakt, iż łódź miała przechył pod kątem 45 stopni co sprawiło ,że czuliśmy się jak na zjeżdżalni. Dodatkowym problemem było samo wyczucie steru. Atmosfera była wesoła i co jakiś czas padały śmieszne komentarze.

Po półgodzinnym wyczekiwaniu, do portu wpłynęła druga załoga na “Marina Royale”, której pomogliśmy przycumować. Następnie wspólnie w ramach obiadu poszliśmy na kebaby.

Jest wieczór. Piasek chrzęści pod stopami, ostatnie ciepłe promienie zachodzącego słońca otulają roześmiane twarze uczestników. W między czasie Magda – fotograf uwiecznia te miłe chwile.

Tej nocy nasze koło karciane ponownie zasiadło do gry w “”1000” (już opanowanego). Wtem padły spostrzeżenia: “Gdzie Jaś i Małgosia?”. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź, ponieważ postanowili trzymać nocną wachtę. Wdzięczni za ten trud nocnej wachty podrzucaliśmy im czekoladę, herbatniki, kocyk, a nawet umilaliśmy im czas muzyką.  “Z tobą chcę oglądać świat” Z. Wodeckiego chyba nie jest ulubionym utworem Jasia, bo wyłączył, ale do świtu wytrwał dzielnie towarzysząc Gosi.

Dziennik pokładowy, 28 czerwca 2018 roku, godzina 09:30, marina na Helu

Brutalny głos ojca Jerzego wybudził część załogi z błogiego snu: ”Dziewczyny wstawać!”, a następnie dało się usłyszeć: “Gdzie jest garnek do mleka?”. Magda z niechęcią wyszła z ciepłego śpiwora. “Dlaczego oni nie są samowystarczalni? Silni i niezależni mężczyźni-myślałby kto” – zadrwiła.

Po śniadaniu odbyła się “mini sesja” zdjęciowa dla projektu “Akademia Żeglowania”, dzięki, której mogliśmy odbyć tę wyprawę.

 

Gdy dotarliśmy na plażę słońce było już wysoko na niebie. Męska część ekipy rzuciła się od razu do morza. Nakaz o. Jerzego w kwestii zanurzania się w wodzie do kostek, został  zrozumiany dwojako, wszak napis KOSTKA na szkolnych koszulkach dumnie nosimy na sercu. Dziewczyny w tym czasie postanowiły skorzystać z pięknej pogody i nic nie podejrzewając relaksować się na brzegu. Nagle zaczęła się obława. Na pierwszy ogień poszła Magda. Ledwo się obejrzała, a już chłopcy wrzucali ją w ubraniu do zimnej wody. Taki sam los chwilę później spotkał Zosię i Gosię. Na końcu wspólnymi siłami wrzuciliśmy do wody o. Jerzego.

Po przygodach jakie towarzyszyły na plaży załodze, wszyscy (mokrzy) powrócili na jacht. Gdy przebrali się w suche ubrania, Misiek oznajmił im, że pora na sprzątanie łodzi. Po rozdzieleniu zadań każdy zabrał się do pracy. Nie trzeba było długo czekać, aby jacht lśnił.

Dzisiejszy rejs był bardzo przyjemny. Przechyły na statku nie były mocne. Wiatr nie plątał włosów (chociaż niektórym to nie groziło nawet przy dużym wietrze). Było wtedy dość dużo czasu, aby zrobić zdjęcia i pośmiać się wraz z Miśkiem. Największym przebojem tego rejsu był komentarz Karola. “Kamienna twarz ojca Jerzego, została zdjęta”- wykrzykiwał Karol, a cała załoga wraz ze skipperem pokładała się ze śmiechu.

Aby zwieńczyć ostatni dzień naszej eskapady nad morze Bałtyckie, wpływaliśmy do portu w Gdyni przy akompaniamencie “Piratów z Karaibów”.

Podczas zielonej nocy nie spaliśmy w ogóle, gdyż mogło nieść to za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Świętowanie zaczęliśmy od spałaszowania naleśników przygotowanych przez ojca Jerzego, który przewracał je na patelni niczym “master chef” (junior). Kolejnym punktem było słuchanie muzyki grupy “Accantus”, gra w karty i nocne rozmowy do samego świtu…

Dziennik pokładowy, 29 czerwca 2018 roku, godzina 09:30, port Gdynia, Orłowo   

Poranek spędziliśmy na pakowaniu, sprzątaniu i sesji fotograficznej. O 10:30 przyszedł czas pożegnań, wszyscy z wielkim smutkiem żegnali się ze swoimi skipperami, opuszczając pokład jachtu, który był nam domem przez ten krótki ale wspaniały czas.

Podróż powrotna upłynęła nam szybko i już wpadaliśmy w ramiona stęsknionych rodziców. Ale w głowach wciąż kołysze się z morskimi falami myśl – chcemy więcej!

Zofia Jurowska i Magdalena Agaś 2b LO

Korekta, skróty i cenzura – o. Jerzy Filip SJ

Ewa Sadłoń, nauczyciel wychowania fizycznego

O. Jerzy Filip SJ, katecheta

 

Zobacz zdjęcia